Marta Merriday - "Adler. Tajemnica zamku Bazina"

Data premiery: 22 październik 2018
Kategoria: Powieść przygodowo-fantastyczna
ISBN: 978-83-8119-286-6
Oprawa: twarda/ebook
Format: 155x230 (A5+)
Ilość stron: 606
Cena detaliczna: 49 zł
Język oryginału: polski


 "Adler. Tajemnica zamku Bazina" trudno jest jednoznacznie sklasyfikować. Powieść przygodowo-fantastyczna nie oddaje w pełni złożoności tego dzieła. Należałoby dodać jeszcze thriller, może nawet horror. Historia bowiem nie jest jednoznacznie przygodowa, fantastyki w niej w zasadzie nie ma, ale dowiadujemy się o tym dopiero w późniejszych rozdziałach. Za to thrillerem pachnie odkrywanie mrocznej tajemnicy, poszukiwanie odpowiedzi na pytania zadawane szeptem, z trwogą. Thriller zamienia się ostatecznie w horror, kiedy zaczynają ginąć ludzie. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Głównym bohaterem jest tytułowy Adler, jest to jednak pseudonim klubowy Christiana Forbesa - obiecującego studenta zoologii, syna legendarnego zoologa Aarona Forbesa. Do klubu zgłasza się sir George Wyatt, poszukując pomocy u profesora i mentora Christiana. Okazuje się on jednak nieobecny, w wyniku zabawnej inicjacji przyjęcia do klubu poznaje on natomiast naszego bohatera. Adler zostaje poproszony o przyjazd do Anglii (rzecz zaczyna się bowiem w Szkocji), do małej mieściny Pelham gdzieś w West Sussex. Arystokrata twierdzi, że dzieją się tam straszne rzeczy - zwierzęta, normalnie tak niegroźne jak sarny, stały się agresywnymi drapieżnikami. Ma to mieć związek z ponurymi ruinami klasztoru na Wzgórzu świętej Anny. Młody Adler postanawia wyruszyć w podróż w celu zbadania niewątpliwie ciekawej dla zoologa anomalii.


 Więcej o fabule nie zdradzę, jednak to co opisałem to tylko wierzchołek góry lodowej. Co do języka, to jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Dawno nie czytałem tak poprawnie napisanej stylistycznie książki, która pośród 600 stron nie ma błędów logistycznych. Wszystkie wydarzenia do siebie pasują, chronologia zostaje utrzymana w szyku. Muszę jednak przyznać, że przeczytanie książki Marty Merriday zajęło mi więcej czasu, niż sobie założyłem, i nie jest to kwestia ilości stron. Ponad 600 kartek to sporo, jednak nie jest to najdłuższa książka z jaką przyszło mi się w życiu mierzyć. Pewnie nie znajdzie miejsca nawet w pierwszej dziesiątce, gdyby taki ranking stworzyć. Mimo przystępnego języka traktuje ona o wielu sprawach dotyczących zoologii, która dla laika nie jest wcale rzeczą łatwą do przyswojenia. Duży plus należy się autorce za przypisy, które wiele tłumaczą, jednak nadal trzeba się skupić na czytanym tekście, jeżeli nie chce się zgubić wątku.

Sama postać główna przypadła mi do gustu. Nie jest to niepokonany gieroj, jednak kilka sztuczek zna. Potrafi posługiwać się bronią palną oraz nożami, co kilka bestii poczuło na własnej skórze. Zdaje sobie jednak sprawę z własnych ograniczeń i nie rzuca się z gołymi pięściami na każdego przeciwnika. Starcia, sztuczki i podstępy brzmią realistycznie. Jako że jest to tom 1 przygód młodego Forbesa, z pewnością będę chciał sięgnąć po kolejne.

Można odnieść wrażenie, że autorka doskonale zna opisywane przez siebie Pelham. Miasteczko takie faktycznie istnieje, jakieś 50km na północ od Londynu. Tak samo dobra wydaje się znajomość Edynburga. Jeżeli faktycznie bywała w tych miejscach, pogratulować należy zmysłu obserwacji. Jeżeli to wynik researchu - dobra robota. Jeżeli wyobraźni - tym większy szacunek, bo gdybym miał teraz polecieć do Pelham, z pewnością chciałbym zobaczyć niejedno opisane w książce miejsce.

Podsumowując - 600 stron dobrej książki, którą przeczytać zdecydowanie warto. Całość brzmi tak, jakby wydarzyć się rzeczywiście mogła, co pozostawia nieco niepokojące wrażenie. Czekam na kolejne tomy. Ocena 9/10. Cześć!

Za swój egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu "Psychoskok".

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pitbull: Ostatni pies - powrót Pasikowskiego

H.G. Wells - "Koła szansy"

"Kobiety mafii" - Vega tym razem bez szału...