H.G. Wells - "Koła szansy"

Autor: H.G. Wells
Tytuł: Koła szansy 
Tytuł oryginalny:The Wheels of Chance
Tłumaczenie: Piotr Obłucki
Wydawnictwo: Iskry
Liczba stron:260

                                                       Data wydania: kwiecień 2018

"Koła szansy" to nietypowa książka w dorobku Herberta Georga Wells'a, znanego z dzieł sci-fi takich jak "Wojna światów". Tym razem dostajemy swobodny komedio-dramat ukazujący konwenanse społeczne w Anglii u schyłku XIX wieku. Brak swobody, sztywność i surowość manier oraz ogromna dbałość o wizerunek społeczny w dzisiejszych czasach wydaje się być czymś kosmicznie wręcz zamierzchłym, niespotykanym i nierozumianym. Nie wyobrażamy sobie, że wycieczka młodej kobiety z przyjacielem, podczas której kompletnie do niczego nie doszło, może sprawić że owa dama nie będzie w stanie znaleźć męża, o ile sprawa nie zostanie zatuszowana. Wtedy kobieta taka uznana zostałaby za... niezbyt cnotliwą, niestałą, a nawet niestabilną emocjonalnie!


Autor przedstawia nam głównego bohatera jako Pana Hoopdriva, sprzedawcę w sklepie bławatnym. Z wyglądu w zasadzie nijaki, posługujący się wyuczonymi frazesami, które co prawda adekwatne są do wykonywanego zawodu handlowca, to jednak nie wnoszą do rozmowy w zasadzie nic:

"Zwroty, jakich używał, co na pewno zauważysz, to bez reszty truizmy, formułki niezwiązane z sytuacją, które jednak wieki uczyniły stereotypami, wyuczonymi potem przez lata na pamięć. "To, proszę pani - mógłby powiedzieć - bardzo dobrze się sprzedaje". "Mamy bardzo dobre tkaniny za cztery szylingi i trzy pensy za metr". "Mogę, oczywiście, pokazać coś lepszego". "To żaden kłopot, zapewniam panią". Tak brzmiały jego proste wypowiedzi w trakcie rozmowy."
Dostajemy zatem bohatera z którym trudno się utożsamić z powodu jego nijakości. Jednak to, co go wyróżnia to siniaki i otarcia, sugerujące początkującego cyklistę. Posiada on bowiem zabytkowy, bardzo ciężki rower, na którym uczy się jeździć, aby wybrać się na wycieczkę. Kiedy nadchodzi upragniony urlop, nasz bohater obiera sobie za cel zwiedzenie południowego wybrzeża Anglii. Już na samym początku wyprawy spotyka inną rowerzystkę, którą początkowo znamy jako Panienkę w Szarościach, która robi na naszym bohaterze duże wrażenie. Jak się okaże, ich drogi stale będą się pokrywać. Dziewczyna jednak podróżuje z dość nieprzyjemnym jegomościem, a ich rzekome pokrewieństwo jako rodzeństwo zdecydowanie nie przemawia do Hoopdriva... Postanawia on dowiedzieć się czegoś więcej o pięknej nieznajomej, co wplącze go w szaloną ucieczkę przed dotychczasowym życiem obiektu jego westchnień. W trakcie rozwoju wypadków, w miarę jak bohater staje się coraz lepszym cyklistą, my również dowiadujemy się o nim coraz więcej. Jego wspaniała wyobraźnia pozwala mu w określonych sytuacjach zachować się zupełnie inaczej, niż normalnie by się zachował. Ruszając w pościg zamienia się w poszukującego tropu Sherlocka Holmesa, kiedy słyszy niepochlebną uwagę pod adresem swojej towarzyszki pokazuje męstwo i staje do walki na pięści, chociaż nigdy wcześniej w takiej nie uczestniczył. W pewnym momencie zaczyna plątać się nieco w kłamstwach, które przedstawia dziewczynie, aby jej zaimponować. Widzimy wtedy, jak strasznie źle czuje się w roli kłamcy, szybko zatem postanawia sprawę wyprostować. Jest to w gruncie rzeczy prosty facet z zaniżoną samooceną, a z takim już łatwiej jest nie zżyć. Jednak aby do tego doszło, w historię musimy się zagłębić na dobre kilkadziesiąt stron.

Co ciekawe, autor zwraca się bezpośrednio do czytelników, wyraźnie zresztą faworyzując płeć piękną jako adresatki swoich słów. Można odnieść wrażenie, że autor osobiście opowiada nam znaną sobie historię, niejednokrotnie dając zresztą do zrozumienia, że wie więcej niż zdradza. W języku Wells'a czuć arystokratyczne zapędy, język nieco pompatyczny, całość bardzo brytyjska. Nie brzmi to zachęcająco, jednak cała magia prozy Wells'a polega na tym, że pomimo języka nieużywanego przez nas na co dzień, czyta się to lekko. Całość liczy sobie 260 stron, podzielona jest na 41 krótkich rozdziałów, co akurat uważam za plus. Syndrom "dokończenia rozdziału" w tym przypadku nie zapędza nas do późnych godzin nocnych. 

Kilka błędów logicznych, gdybym miał się czepiać, dałoby się znaleźć. Do głowy w tej chwili przychodzą mi dwa: jeden zapamiętałem bardzo dobrze, drugi jest oczywisty. Po pierwsze: na stronie 60 autor pisze, że okiennice w pokoju Hoopdriva były zamknięte. Na stronie następnej nasz bohater się budzi, i nie wstając z łóżka spogląda przez okno na księżyc. Niełatwe zadanie przy zamkniętych okiennicach. Po drugie, odległości podawane są w metrach tudzież kilometrach. Czy Anglia, zwłaszcza w tamtych czasach, nie używała stóp i cali do określania miar i odległości? Takie dwa, w zasadzie mało istotne błędy udało mi się wyłapać, poza tym cała przedstawiona historia zachowuje logiczny ciąg.

Rower, który w książce można odebrać jako symbol wolności, pojawia się tutaj w wielu wariantach. Od 90-kilogramowego zabytkowego potwora Hoopdriva, przez nowoczesne (jak na tamte czasy oczywiście) zgrabne rowery, aż po tandemy czy trycykle (rowery trójkołowe). Można odnieść wrażenie, że cały świat nagle porzucił powozy i dorożki, po czym przesiadł się na jednoślady. 

Co do zakończenia, którego, rzecz jasna, nie zdradzę, to jest ono na pewno inne niż się spodziewałem. Nie powiem żeby mi się podobało, jednak nie odbiera uroku całej powieści.

Podsumowując, "Koła szansy" to łatwa i lekka lektura na powiedzmy dwa spokojne wieczory. Jeżeli ktoś lubi utwory "drogi" (w których bohaterowie podróżują do wyznaczonego celu przez większą część utworu) to zdecydowanie się nie zawiedzie. Za swój egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu "Iskry", książkę oceniłbym powiedzmy na siódemkę ze sporym plusem. Cześć!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pitbull: Ostatni pies - powrót Pasikowskiego

"Kobiety mafii" - Vega tym razem bez szału...