poniedziałek, 30 lipca 2018

Guild Wars 2 - na zaspokojenie głodu MMO

Źródło: variety.com

Jako stary gracz gier komputerowych (głównie, chociaż ostatnio także konsolowych) nierzadko mam ochotę pograć w coś online. Single playerowe gry pozwalają bardziej się skupić na fabule, co oczywiście bardzo doceniam, jednak multiplayer pozwala zwyczajnie dobrze się pobawić przy okazji umożliwiając kontakt z innymi graczami. Jako fan gier RPG od czasu do czasu odczuwam głód jakiegoś wciągającego MMO. Mamy kilka produkcji takich jak Mu Online czy Path of Exile, które gracze nazywają "diablopodobnymi" z uwagi na widok izometryczny (z lotu ptaka). Natomiast produkcje z widoku trzeciej osoby (zza pleców postaci) często pełnymi garściami czerpią z fenomenów które przetrwały mimo upływu lat, takich jak World of Warcraft czy Lineage II. Takim właśnie MMORPG jest Guild Wars 2. Jako że od jakiegoś czasu możemy za darmo grać w podstawową wersję gry (żeby odblokować wszystkie możliwości gry należy kupić dodatek), postanowiłem się jej przyjrzeć. I muszę przyznać, że wciąga.

Zaczynamy oczywiście od kreacji postaci. Do wyboru mamy pięć ras:
  • Ludzie - standardowo w każdym niemal rpg mamy rasę ludzi, swoją drogą spotyka się ich chyba najwięcej;
  • Norn - ludzie z północy, których porównałbym z wyglądu do wikingów, gdyby nie ich powiązania z naturą. Opierają się na totemach i mogą przybierać postać zwierzęcą;
  • Sylvari - czyli Guild Warsowy odpowiednik elfów, wysocy i szczupli również mają wiele wspólnego z naturą;
  • Asura - najprościej nazwać ich humanoidalnymi karłami, opierającymi się na inteligencji, dobrzy inżynierowie i magowie;
  • Charr - wielkie, rogate bydle w stylu greckiego Minotaura, których głównym atutem jest duża siła
 Po dokonaniu wyboru rasy (których w zasadzie mogłoby być więcej, ale nie ma co narzekać, to przeważnie i tak jest tylko kosmetyka, pomijając jedną umiejętność rasową), przychodzi czas na wybór klasy, i to jest zdecydowanie ciekawsze:

  • Warrior - standardowy wojownik, walczący długą bronią białą, a więc miecze, topory itp. Siła, okrzyki, zbieranie na siebie obrażeń w pierwszej linii;
  • Hunter - posiadający zwierzęcego towarzysza strzelec, który co prawda może powalczyć także bronią białą, ale nie po to został stworzony. To klasa walcząca na dystans, opierając się na łukach czy strzelbach, operująca także pułapkami;
  • Elementalista - mag operujący żywiołami, ma czary defensywne i wspierające oraz ofensywne, w tym także obszarowe;
  • Nekromanta - jak to Nekromanci w zwyczaju mają, magia śmierci i przyzywanie minionów na pomoc sprawiają, że postacią gra się ciekawie i czuć drzemiącą w niej moc;
  • Guardian - czyli jednostka wsparcia, tank zbierający ataki na siebie w celu dania współgraczom czasu na rozprawienie się z wrogiem zatrzymanym jego tarczą. Nie moja bajka, ale znajdują się gracze którzy wolą wspierać niż samemu zabijać;
  • Złodziej - czyli zwinna postać operująca głównie krótką bronią (w domyśle sztyletami), która nakłada na przeciwnika efekty takie jak krwawienie czy trucizna. Może także kryć się w cieniu, żeby obejść i zaskoczyć przeciwnika atakiem od tyłu;
  • Inżynier - wieżyczki, technologia i duża spluwa w ręce - to cały świat inżyniera. Walka z dystansu i nieocenione wsparcie w walkach drużynowych;
  • Mesmer - klasa która w domyśle ma zwodzić przeciwnika i wykorzystywać jego słabości. Tworzy iluzje, rzuca uroki i klonuje samą siebie. Taka walka bez walki, można by rzec...

Połączyć rasę z klasą możemy dowolnie, jednak najczęściej spotyka się archetypy takie jak potężny Charr - Warrior, Sylvari - Hunter, człowiek - złodziej czy Asura jako inżynier. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie żeby zrobić sobie niespodziewaną hybrydę.

Po dokonaniu tych dwóch najważniejszych wyborów dostosowujemy jeszcze wygląd naszej postaci (płeć wybieramy podczas wyboru rasy), kolory jej ubrania startowego (nie ma co się nad tym długo rozczulać, w końcu i tak szybko zdobywamy lepsze wyposażenie i zbroje) oraz układamy historię naszej postaci. Jest to na tyle istotne, że wybór na przykład bóstwa, któremu nasza postać pozostanie wierna lub tego, w jakich okolicznościach się wychowywała czy też sposobu, w jaki zwykła ona rozwiązywać problemy, wpływa na naszą umiejętność rasową, definiuje styl gry i rozmowy z NPC'ami.

Okej, postać mamy stworzoną, nadajemy jej fikuśną nazwę, o ile znajdziemy jeszcze jakiś niezajęty wcześniej nick, i ruszamy do gry. Każda rasa ma swoją lokalizację początkową i historię wprowadzającą nas do gry. Krótki samouczek, pokazowa walka z bossem i już jesteśmy przy rozgrywce właściwej. W zasadzie kto grał kiedykolwiek w inne mmorpg, bardzo szybko załapie o co chodzi. Mamy kilka niuansów takich jak postać questów: nie wygląda to tak, jak wszędzie indziej. Nie udajemy się do danego npc, nie przeklikujemy rozmowy po czym ruszamy zabić 5 wilków i przynieść 3 zioła lecznicze. Tutaj, kiedy znajdziemy w się w "zasięgu", powiedzmy obszarze w którym nasze działania docierają do danego npc, automatycznie aktywuje nam się quest, którego wykonujemy do momentu zapełnienia paska zadowolenia tej postaci. Przykład: docieramy nad rzekę, gdzie urzęduje npc - rybak. Nie musimy z nim rozmawiać, w samym opisie questa dowiadujemy się, że oczekuje on od nas sprawdzenia pułapek rybackich, zabicia określonego typu potworów i rozbicia jaj morskich szkodników. Jak wypełnimy pasek zadowolenia tego npc to już nasza sprawa, możemy skupić się tylko na sidłach, których sprawdzenie powiedzmy dwudziestu wystarczy do zainkasowania nagrody za wykonany quest. Możemy też jednak sprawdzić sześć pułapek, przy okazji zabić ze trzy kręcące się nieopodal potwory i zniszczyć kilka jaj. Brak konkretnych wytycznych typu "zabij dokładnie 5 wilków" uważam za zdecydowany plus. Od poziomu 10, co kolejne dziesięć dostajemy questy specjalne, które można by od biedy nazwać fabułą główną. Są one bardziej złożone, przez co oferują też lepsze nagrody.

Jednak to, co najbardziej odróżnia Guild Wars 2 chociażby od WoWa, to system walki. W produkcji Blizzarda jest to schematyczne i powolne klikanie w poszczególne skille. W GW 2 jest to zdecydowanie bardziej dynamiczne, umiejętności odnawiają się o wiele szybciej co czyni walkę efektywniejszą i efektowniejszą. Chce się zaczepić i związać walką każdego napotkanego moba, ponieważ pokonanie go nie trwa wieki. Na takie mmo czekałem.

Kolejnym smaczkiem, który daje satysfakcję z gry jest odkrywanie terenu. Na danym obszarze mamy określoną ilość punktów orientacyjnych, do których wystarczy dojść aby odkryć lokację, oraz czegoś, co można nazwać odpowiednikiem wież w Assassins Creed: wspinamy się na jakiś dach czy mur, żeby na górze odpalić krótki cinematic pokazujący okolicę. Aby się tam dostać, często trzeba się nakombinować. Mamy także punkty szybkiej podróży, czyli teleporty rozsiane po świecie, które przeniosą nas na drugi koniec obszaru za niewielką opłatę. Nic nas nie zmusza do odkrycia wszystkich tych punktów, jednak odkrycie każdego daje nam trochę doświadczenia. I jest bardzo satysfakcjonujące. Myślę że ze dwie godziny biegałem po prostu, zerkając na mapę i odkrywając te punkty, których nie zaliczyłem w trakcie biegania za misjami. Po odkryciu wszystkich dostajemy nagrodę specjalną, więc ostatecznie warto.

I tak ja z moim złodziejem płci żeńskiej o imieniu mojej ukochanej bawimy się znakomicie już w drugim obszarze gry. Jako że poziom mam jeszcze niewysoki, liczę że najlepsze dopiero przede mną. Oczywiście większy fun daje pewnie zakup pełnej wersji, ale ja na darmowej bawię się nadal wybornie. Gry oceniał nie będę , ponieważ scena MMO szybko ewoluuje i GW 2 niedługo stanie się pewnie przestarzałe, jednak na tą chwilę zdecydowanie polecam. Cześć!

niedziela, 22 lipca 2018

Jarosław Grzędowicz - "Księga Jesiennych Demonów"

Źródło: lubimyczytać.pl
Autor: Jarosław Grzędowicz
Tytuł:Księga jesiennych demonów

Seria: Mistrzowie polskiej fantastyki
Wydawnictwo:
Fabryka słów
Liczba stron: 472
Data wydania:
20.06.2014 r.












"Księga jesiennych demonów" autorstwa Jarosława Grzędowicza, tom 6 serii "Mistrzowie Polskiej Fantastyki". Jest to zbiór opowiadań, w których główną rolę grają demony, wobec których zdecydowanie trzeba uważać, o co się prosi. Mogą one zgubić nas bogactwem, wciągnąć w obsesję na swoim punkcie lub pozwolić, abyśmy zbyt głęboko weszli w świat magii. Tak jak w przypadku zbioru opowiadań "Szpony i kły", którego recenzję możecie przeczytać pod tym linkiem, tak i tutaj opiszę krótko i ocenię każde z opowiadań. Oczywiście ostrzegam przed spojlerami, nie da się ich uniknąć całkowicie...

W jednym z opowiadań pojawia się utwór "The sound of silence". Panowie Simon i Garfunkel odpowiadają za jego powstanie, jednak ja zakochałem się w coverze Disturbed, film wrzucam na samym dole, polecam odpalić sobie do lektury tego posta ;)

środa, 18 lipca 2018

Andrzej Ziemiański - "Achaja"

Źródło: lubimyczytać.pl
Autor:  Andrzej Ziemiański
Tytuł:  Achaja Tom 1
Cykl: Achaja
Seria: Mistrzowie Polskiej Fantastyki 
Wydawnictwo: Fabryka słów
Liczba stron: 688
Data wydania: 25.03.2011 r.







"Achaja" to moje pierwsze doświadczenie z twórczością Andrzeja Ziemiańskiego. Po opisie umieszczonym na tylnej części okładki spodziewałem się raczej wyniosłego, nieco pompatycznego języka i dużej dramaturgii. W końcu książka jest o zdradzie, intrydze, upokorzeniu, poświęceniu i ciężkim losie... Nie wiecie nawet, jak się cieszę, że to wrażenie okazało się błędne!

czwartek, 12 lipca 2018

Deadpool 2 - bawiłem się naprawdę dobrze!

Źródło: google/grafika
Druga część filmowych przygód Deadpoola, najbardziej kontrowersyjnego bohatera ze stajni Marvela, opowiada o starciu z Cable'm, żołnierzem przybyłym z przyszłości w celu wyeliminowania jednego z mutantów, młodego chłopaka, który traci kontrolę nad swoimi zdolnościami władania ogniem. Nasz bohater, z powodu osobistej tragedii, wydaje się trochę nie w formie. Jednak to nie przeszkadza mu w operowaniu czarnym humorem, z którego słynie. Do tego dostajemy sporą dawkę akcji, scen łamiących czwartą ścianę (kiedy to bohater z ekranu zwraca się bezpośrednio do widza) i kilku starych znajomych z innych Marvelowskich produkcji, co daje nam w ogólnym rozrachunku dobre kino.

Deadpool to zdecydowanie mój ulubiony superbohater, chociaż być może lepiej byłoby nazwać go anty-bohaterem? Ci dobrzy z natury dążą do opanowania kryzysowych sytuacji bez rozlewu krwi, nade wszystko unikają zabijania. Deadpool, mówiąc krótko... ma to wszystko gdzieś. Trup ściele się gęsto, krew w ilości sporej cysterny i do tego wulgarny język i niewybredne czasami żarty. Kino oficjalnie dorosłe, a jednak rozrywkowe, bardzo rozrywkowe...

środa, 11 lipca 2018

"Safe" - szybki serial od Netflixa

Źródło: filmweb.pl
Michael C. Hall, znany z ról w serialach "Sześć stóp pod ziemią" oraz fenomenalnym "Dexterze", tym razem wciela się w rolę Toma, owdowiałego chirurga mieszkającego z dwoma córkami na strzeżonym osiedlu. Spokój i rutynę przerywa śmierć chłopaka jego starszej córki oraz jej zaginięcie. Ojciec zrobi wszystko, aby ją odnaleźć, w czym pomaga mu wierny przyjaciel. Podczas poszukiwań okaże się, jak mało wie o swojej rodzinie i otaczających go ludziach. Serial jest ekranizacją powieści Harlana Cobena.

Kolejny dobry serial od Netflixa i kolejna bardzo dobra rola Michaela C. Halla. U jego boku pojawiła się także Hannah Arterton, którą oglądający "Sherlocka" znają jako Mary, żonę Watsona, oraz Mark Warren, czyli Major z "Hooligans" czy Mechanik z "Wanted". Bohaterowie są wiarygodni, prawdziwi, łatwo się z nimi utożsamić. Fabuła nie gna na złamanie karku, dostajemy osiem odcinków metodycznych poszukiwań na ślepo, strachu o najbliższych oraz prób lojalności.

Polecam jako szybki serial w chwili wolnego czasu, połyka się go bardzo szybko (w moim przypadku dwa wieczory z narzeczoną). Ode mnie 8/10 i czekam na kolejne produkcje z panem Hallem, którego jestem zdecydowanym fanem. Aha, piosenka z czołówki poniżej, bo pewnie niejedna osoba będzie szukała tytułu ;) Cześć!


Komiks #4 Green Arrow - Życie i śmierć Olivera Queena

Data wydania: 20 wrzesień 2017 Scenariusz: Juan Ferreyra, Otto Schmidt, Benjamin Percy Tłumaczenie: Marek Starosta Wydawnictwo: Egmont  ...